ABSURD czy REALIZM !!! Czyli „RAZ, DWA, RAZ” w Witkacym

Widz wchodzący na najnowszy spektakl zakopiańskiego Teatru Witkacego jest zaskoczony dwa razy.

Po pierwsze zadziwia zaskakująca scenografia: wraki samochodów poskładane na siebie, w nieładzie, wyrzucone na śmietnik, niepotrzebne , kończące swój żywot jak zdechłe zwierzaki.

DSC_8511

 Po drugie zadziwia widownia. Miejsca zbudowane na niskich drewnianych platformach wyłożonych poduchami, nie sprawiają wrażenia wygodnych. I w istocie nie są.  Czyżby       w teatrze jak w życiu , nie jest lekko?!

„Raz, dwa, raz” to  rzecz wyreżyserowana przez Andrzeja Dziuka na podstawie dzieła Fernando Arrabala                              „ Cmentarzysko samochodów”.  Na cmentarzysku jak to na cmentarzysku,  zazwyczaj jest cicho, bardzo cicho,  spokojnie.  Ale Arrabal uchodzi, obok francuskiego Rumuna Eugene Ionesco, za mistrza absurdu, więc jego cmentarzysko rozbrzmiewa pełnią życia. Widz spogląda na cmentarzysko jak na prawdziwe centrum miasta! Wraki samochodów  to mieszkania, w których pomieszkuje wielojęzyczny tłumek ludzi. Niewidoczni , ale obecni. Kto może mieszkać w starych, rozszarpanych wrakach? Biedota? Tak zapewne jest, ale ci biedni ludzie mają swoje zaskakujące przywileje. Dostają śniadanie do łóżka, podawane przez wykwintnego kelnera. Na ich usługi jest dziewczyna lekkich obyczajów, w niesamowitych, czerwonych pantoflach ( Te pantofle grają długą scenę, układając się w przeróżnych, wyuzdanych pozach). Po takim pokazie cena damskich, czerwonych pantofli w zakopiańskich sklepach  mogła pójść w górę!

DSC_8321

Na cmentarzysku toczy się życie. Mieszkańcy rodzą dzieci, gdzieś w dali słychać odgłosy muzyki. To bal dla ubogich. To dla nich gra kapela, trzech muzyków świetnie interpretuje światowe hity w rytmie jazzu, bluesa. W istocie kapela daje niezwykły koncert dla publiczności. Przepięknie brzmi trąbka, dominująca nad akompaniamentem gitary i rytmiką perkusji. Muzykowanie to jednak biedna profesja, więc trębacz, gitarzysta i perkusista rozważają czy może nie zostać złodziejami, to bardziej opłacalne. Albo jeszcze lepiej mordercami, choć to akurat nie takie łatwe!

A nad tym wszystkim ona!

DI, kobieta,  odziana w zwiewne szaty, epatująca urodą i intelektem.  Słucha muzyki, rozmawia, jest poddaną, kochanką , dziwką, wojownikiem o swoje prawa i o prawa innych.

Królowa cmentarzyska pięknie zagrana przez nową gwiazdę teatru Agnieszkę Michalik błyszczącą swoim talentem wśród już uznanych gwiazd.

DSC_8225             DSC_8208

W cudnym, bajkowym nastroju toczy się scena  rozmowy dziewczyny i muzyka- trębacza EM, ( świetna rola Jacka Zięby – Jasińskiego)  o życiu, o miłości, o wszystkim co między nimi ważne. Na podłodze, leżąc , kręcąc się , któreś na górze, któreś obok, zapominają o świecie, są tylko dla siebie. Zapatrzeni, zasłuchani…. zakochani?  „Chcę , żeby nasze usta stały się klatką dla twojego języka a moje ręce jaskółkami dla twoich piersi” – to on. „Będę cię pieściła jakbyś był jeziorem miodu w mojej dłoni”- to ona.  Ale gdzieś  pojawia się niebezpieczeństwo. To muzyk jest ścigany przez policję! Za co?   A za to, że gra dla …ubogich!!!

Dziewczyna go chroni, namawia do ucieczki, do ukrycia się. Ale zdradza go  przyjaciel, kolega grajek z kapeli. Za obietnicę pieniędzy składa na jego czole judaszowski pocałunek. Przyjaciel staje się  donosicielem , takim dzisiejszym sygnalistą! Trębacz zostaje ukarany, uśmiercony przez ukrzyżowanie. Za krzyż posłużył …rower! Policja triumfuje, „przestępca” dostał za swoje. Wszechwładna władza dopięła swego. Postąpiła według ustalonych przez siebie zasad. Widocznie „granie dla ubogich” to jedno z najcięższych przestępstw! A zdrajca w nagrodę dostaje nic niewarte pieniądze.

Nie trzymamy się chronologii, bo nie jest naszym celem opowiadanie treści spektaklu.  Jedynie dotykamy wątków, które budzą wielkie emocje u widzów.

DSC_8432

Oto inna scena z policją w roli głównej. Policyjny nalot na bal dla ubogich. W iście amerykańskim stylu. Bezwzględny i brutalny, w końcu za taki bal trzeba jego uczestników ukarać, osądzić i wsadzić. A może to nie jest zwykły bal, może to tajna manifestacja, może to nielegalne zgromadzenie, groźne dla rządzących! Wyją syreny, terkoczą silniki  policyjnych helikopterów, przez ciemność przebijają się błyski reflektorów… władza wytoczyła potężne , zbrojne siły przeciwko …ubogim!

Dziwnie  przychodzi nam do głowy porównanie z wieloma współczesnymi wydarzeniami    z warszawskich ulic,  ale także ze sceną z „Seksmisji” , kiedy to uzbrojony oddział kobiet rządzących podziemnym światem napada na grupę tańczących, bezbronnych „dysydentów”.  „Seksmisja” to jednak zabawna komedia science fiction.  A w „Raz, dwa, raz” rzecz ma się zgoła inaczej. Chociaż… może to absurd, w końcu oglądamy dzieło Arrabala.  Ale przecież w którymś fragmencie spektaklu widz słyszy: „Żeby uchronić biednych przed niedolą trzeba ich wszystkich pozabijać”!!!

Ale oto wśród huku maszyn i błyskających świateł staje na barykadzie zdezelowanych wraków nasza bohaterka. Młoda, piękna i …naga. W rzędzie obok,  ktoś pyta sąsiada czy na pewno jest naga czy może tylko w trykocie koloru ciała.  Cichy szept odpowiada, że jednak naga,  bo w tym teatrze widza się nie oszukuje!  Odpowiedź wypadła wiarygodnie, zawierzamy jej.

Dziewczyna wzywa do walki, do pomocy, jest zdeterminowana, bezbronna!  Bezbronna? Jednak nie, bo przecież nagość jest często bronią skuteczną. Słynna historia protestu trzech nagich dziewcząt  z Moskwy  przeciwko prezydentowi Rosji pokazała, że można traktować nagość jak broń.  Czasami nagość a czasami czarne parasolki mogą stanowić oręż kobiet. Naga, piękna dziewczyna w spektaklu w „Witkacym” swoim gestem, swoją determinacją daje sygnał ,że musimy pragnąć wolności a nie tylko na nią czekać!

Na zatłoczonym cmentarzysku kręci się także inny bohater sztuki. Znakomicie grany przez Krzysztofa Wnuka kelner, pucybut, sprzątacz, pan nadzorca, MI. Dumny , elegancki, pewny siebie, władczy. Król tego miejsca. Obsługuje mieszkańców cmentarzyska ale także ich kontroluje. Z dziewczyną tworzy specyficzną parę. Jest dla niej szefem, karci ją biciem linijką po rękach, za jakieś wykroczenia i nieposłuszeństwo.  W pewnym momencie role się zmieniają . Oto ten boss staje się nagle podwładnym. Teraz ona, dziewczyna,  jest jego szefem, teraz ona karci go za jakieś przewiny, uderza linijką po wystawianych na rozkaz rękach. Teraz on błaga o litość i zrozumienie!

W życiu wszystko może się zmienić. Człowiek staje się kimś innym gdy poczuje trochę władzy. Raz jest się na tarczy a innym razem z tarczą. Raz jesteśmy u władzy a innym razem władza jest u nas! Czasami o 6-tej nad ranem!

A oto motyw, który pojawia się na scenie kilkakrotnie.  Scena tytułowa. Biegnący sportowiec, a za nim trenerka. Przedziwna trenerka, w przedziwnym przebraniu,                 w kapeluszu, garsonce i butach na szpilkach. Absurd?

Raz, dwa, raz, dwa, raz….. wykrzykuje rytm trenerka, ostro, zdecydowanie i przypomina słaniającemu się na nogach biegaczowi, że musi pobić rekord świata. Taki jest cel, rekord świata. Więc trenuj, walcz, zrób wszystko, żeby ten cel osiągnąć, w rytm rozkazu „raz, dwa, raz…”. Nie możesz? Możesz, dasz radę , dawaj, szybciej, dalej … „raz, dwa, raz…”  I oto za chwilę zadziwia nas zmiana ról. Teraz biegacz jest trenerem a dawna pani trenerka, tresowanym niby-sportowcem. Teraz on wykrzykuje „raz, dwa, raz, dwa, raz…” a ona biegnie, pada, podnosi się znów pada i słyszy:  „Dasz radę , musisz pobić rekord świata…”

Wielowątkowy spektakl porusza wyobraźnię, zmusza do porównań, daje szansę na własną interpretację i własną odpowiedź na finałowe wezwanie , które kieruje do widzów DI: „Obudźcie się! 

„Obudźcie się” jak klamrą spina spektakl z pierwszą wypowiedzianą na początku , także przez DI, kwestią skierowaną do mieszkańców cmentarzyska: „Wszyscy spać”.  Od „wszyscy spać ” do „obudźcie się” , od świata wymysłów do świata faktów, od niegodziwości, błazeństwa do przyjaźni,  pomocy i miłości. Od samotności do bycia razem. Od absurdu do rzeczywistości.  Oto cały spektakl „Raz, dwa, raz”. 

DSC_8147               DSC_8148

I jeszcze muzyka, wychodzimy upojeni jej dźwiękiem. Nucimy finałowy popis gitarowy, jazzową balladę, muzykę, która brzmi jak przeprosiny tego,  który popełnił czyn niegodny, straszny! Jeszcze mamy w głowie poruszającą wokalizę dziewczyny,  jeszcze słyszymy dynamiczne solówki niemego perkusisty a nade wszystko przepiękne dźwięki wygrywane na trąbce. Wychodzimy na puste ulice Zakopanego. Późny wieczór, a nam się wcale nie chce spać!

„Witkacy” znowu zadziwił.

Jan Wieteska.  

 

               IMG_20180314_205910                          IMG_20180314_205929

Zdjęcia: Kronos Media, JW

Related posts