Gombrowicz w „Narodowym” !

Zachęceni  niezwykłym spektaklem „Operetki” w zakopiańskim Teatrze Witkacego, przedziwnym zbiegiem okoliczności odnajdujemy w repertuarze Teatru Narodowego inną sztukę Gombrowicza  „Iwona, księżniczka Burgunda”.  Aż korci nas, żeby  porównać dzieła Gombrowicza z dwóch , jakże różnych scen.

Co prawda Agnieszka Glińska  „zrobiła”  „Iwonę…” już dwa lata temu, ale „Narodowy” to „Narodowy”, więc spektakl idzie wciąż przy pełnej widowni. A czy wypada pisać o spektaklu, którego premiera odbyła się w 2014 roku?  Z taką wątpliwością oglądamy historię prostej, milczącej dziewczyny, która  swoim zachowaniem doprowadziła jakąś władzę , jakiegoś kraju, do niezłej gmatwaniny  i  sprawiła kłopot. W zawiłość, w której żart, ironia, dziwaczna miłość wiedzie do strachu, trwogi i tragedii.

Z każdą  kolejną sceną  sztuki coraz wyraźniej jaśnieje w głowie myśl,  że po dwóch latach od premiery odnajdujemy w tekście Gombrowicza bardzo aktualne porównania, aluzje, skojarzenia do obecnej teraźniejszości. Więc dla dzisiejszych widzów   spektakl „Iwony, księżniczki Burgunda” to swoista premiera!

IMG_20170302_122911

Oto Król i Królowa,  Książę i Szambelan – oficjalnie starają się  odnosić  do Iwony z szacunkiem i traktować ją  na równi z innymi. W gruncie rzeczy traktują ją jak człowieka gorszego sortu, popychadło, które nie wiadomo co może złego ludziom władzy uczynić. Wszyscy obywatele tego nieokreślonego państwa są teoretycznie równi, ale jak to w życiu bywa, Iwona w tym Państwie wielkich szans na równość nie zasługuje. Jest osądzona i skazana za nim  cokolwiek powie.

Dziwnym zbiegiem okoliczności  trafiamy w warszawskiej prasie na list ważnej politycznej  persony, w którym czytamy: „Wszystkie strony postępowania mają te same prawa i obowiązki, a jako obywatele przed organami sprawiedliwości jesteśmy równi. Nie dopuszczam myśli, że może być inaczej.”   Tyle tylko, że inni wielcy sceny politycznej przesądzili już o winie adresata. Bo władza się nie myli, czy to w państwie wymyślonym, czy realnym.

Oto para królewska ( świetni: Jerzy Radziwiłowicz i Ewa Konstancja Bułhak) wygłasza mowę do ludu, oficjalne wystąpienie przed mikrofonem! Król chwali postępowanie syna- księcia, który dla frywolnej, co prawda,  zabawy postanawia poślubić prostą dziewczynę z ludu. Ale, gdy tylko mikrofon zostaje wyłączony, król zdradza swój prawdziwy stosunek do fanaberii księcia. Dwór ma swoje życie i swoje nieujawniane tajemnice.

W telewizji jeden ważny  polityczny VIP, zapytany o ocenę oczywistych błędów innego politycznego VIP-a, swojego kolegi, mówi, że nie będzie wyrażał takich ocen bo to są tajemnice ich warsztatu pracy, kuchni wewnątrzpartyjnej  albo coś w tym rodzaju.

I jak tu nie uznać Gombrowicza za geniusza. Wszystko, co wypowiadają jego bohaterowie pasuje jak ulał do naszych  czasów.

Hipokryzja, blaga, obłuda, podstęp, iluzja, krętactwo – to można zmieścić w definicji polityki.  Czy jest tam miejsce na prawdę, szczerość, zaufanie, otwartość?!

Pięknie zagrana sztuka, trochę groteska w scenicznym nastroju, trochę  komedia, w gruncie rzeczy dramat daje nam szansę na rozbudzenie naszych umysłów, na inne spojrzenie na otaczający nas świat.

W „Iwonie…”  w finale jest popełniony mord. Sprytny, podstępny, obmyślony przez władzę, upozorowany na nieszczęśliwy wypadek, mord!  Oto Książę wygłasza  do swojego przyjaciela Cyryla tezę o zabijaniu: „Zrobi się gładko, chłodno, trzeźwo, lekko, zobaczysz to tylko z pozoru straszne, w gruncie rzeczy to zwykła operacja”.   Król  równie dosadnie formułuje swój pogląd, że zabijać trzeba:   „Z góry i z szykiem”!  Podczas kolacji Iwona nagle dławi się rybią ością. Zręcznie wykoncypowany  „przypadek” przynosi oczekiwany wynik. Prosto i skutecznie!

 A władza pięknieje. To znane zjawisko, władza pięknieje. Uroczysta kolacja, szykowne stroje, pewność na twarzach. Modlitwa i  ulga. Morderstwo z wysokości królewskiego majestatu!  Fotograf mógłby  uwiecznić błyszczący pięknem portret i  wypuścić  go w świat . Zamieścić w mediach!  Dziś koniecznie  w mediach społecznościowych, bo dziś wszystko wrzucamy do internetu. Nie jeden ważny minister ogłasza swoją opinię na temat, który wydaje mu się ważny, właśnie w Internecie. Bo może tak łatwiej!

IMG_20170302_123002

 A  Gombrowicz daje nam wybór, wybierzcie sobie kraj, w którym cała rzecz się dzieje! Wybierzcie sobie czas akcji, który wam  wydaje się najbardziej stosowny!

A gdyby tak zdjąć z dworskich postaci ich bogate szaty,  obnażyć bohaterów, to staliby się zwykłymi  obywatelami. Królowa udowadnia to w sposób oczywisty. Jej monolog wygłaszany w bieliźnie koloru ciała jest takim obnażeniem, ujawnieniem ludzkich słabości ludzi władzy. Ale także poszukiwaniem  miłości, pożądanej miłości,  która gdzieś ucieka. Jej słowa ujawniają także jej bojaźń przed „obcym”!

  Ludzie władzy chcą być czymś lepszym, choć jak głosi Książę (przekonujący w tej roli Paweł Paprocki), żeby udowodnić swoją lepszość trzeba wynaleźć sobie kogoś gorszego. Pod ręką jest Iwona – brzydka dziewczyna. Pojawia się na dworze, rozgląda się i milczy. Nie odpowiada na zaczepki. Jest zatrwożona, milczy. Tym swoim milczeniem odróżnia się od otoczenia, jest inna. Tym swoim milczeniem drażni dwór.  „Jak to wygląda, mówi Królowa, i jak my wyglądamy vis-a-vis tego milczenia”. Milczenie to broń Iwony, to jej protest.  A władza w każdej epoce próbuje taki protest lekceważyć.  Całkiem niedawno z telewizyjnego ekranu  słyszeliśmy buńczuczne słowa politycznego VIP-a  o ludziach niezadowolonych z poczynań władzy: „ Niech sobie protestują, my zrobimy swoje”.

Bo przecież władza jest dana z woli narodu?! Więc , jak słyszeliśmy, wola narodu jest ważniejsza niż prawo!?  Czeski prozaik Karel Ćapek  mówił o tym tak: „Wola narodu! O woli narodu mówią zazwyczaj ci, którzy mu rozkazują”.

Martyna Krzysztofik, sceniczna Iwona, pięknie gra „milczenie” i równie pięknie przyodziewa teatralną brzydotę. Widz, słuchając wypowiadanych ze sceny słów: „Brzydkie kobiety czasem bardziej uderzają do głowy niż ładne, gdy się podchodzi do nich zbyt blisko”, jest absolutnie przekonany o prawdziwości  tej tezy. A świat staje się widzowi jeszcze bliższy, kiedy słyszy: „Kochamy się, bo ona tak samo mi się nie podoba jak ja jej i nie ma nierówności”.

Szambelan, przepysznie grany przez  Marcina Hycnara,  stale jest przy Królu, doradza, podpowiada, łasi się, prawi piękne słówka, jak trzeba jest podnóżkiem, a na dodatek używa telefonu komórkowego! Prawdziwe „Ucho Prezesa”!!

W życiu poszukujemy prawdy, chociaż wiemy, że niektórzy skrzętnie ją ukrywają. „Iwona, księżniczka Burgunda”  w „Narodowym” jest takim szperaczem, który szuka prawdy w zawiłościach otaczającej nas rzeczywistości. Widz utwierdza się w przekonaniu jak trudna i kręta jest droga do prawdy.

 Czy jest tak, jak mówił pisarz-pozytywista  Aleksander Świętochowski: „Poszukiwacz prawdy, jak poszukiwacz złota, mieszka w namiocie głodny i obdarty, musi przekopać góry piasku, zanim znajdzie grudkę cennego kruszcu, a często  nie znajduje go wcale”.

A może jest tak, jak głosił inny polski pisarz Karol Irzykowski: „Prawda jest kopciuszkiem, stoi  u drzwi półotwartych, czeka aż ją wpuszczą. Najchętniej bywa używana do zmywania naczyń”.

Szanowny widzu, czytelniku, obywatelu, rodaku czy jest już taki czas, aby wybrać się w drogę w poszukiwaniu prawdy?  Tyle tylko, że każdy  szuka swojej prawdy!  I do tej swojej prawdy chce przekonać cały świat.

Teatr „Narodowy”  stworzył fascynujące widowisko. Fajerwerki słów, obrazów i myśli.  Wychodząc opowiadamy sobie samym  sceniczne obrazy raz jeszcze i jeszcze raz. Siadamy w pobliskiej kafejce   i raczymy się szklaneczką wina!

Jan Wieteska.

Related posts