„ŚLUB” PO LITEWSKU.

Po pięknych słonecznych wakacjach idziemy do teatru. Pod koniec sierpnia zaglądamy do repertuaru i wybieramy „Ślub” Gombrowicza w Teatrze Narodowym.  „Narodowy” to wielka scena polskiego teatru. Tu nie tak dawno zachwycaliśmy się „Garderobianym”, tu rozkoszowaliśmy się „Kotką na gorącym blaszanym dachu”. Więc „Ślub” to będzie uczta!     Bilety po 120 zł, ulgowe po 85 zł. , jak zwykle drogo, ale nic to , przecież idziemy na osławione dzieło Gombrowicza. „Ślub” ma swoją teatralną historię w Warszawie. Już lata 70-te były świadkiem słynnych wystawień Jerzego Jarockiego  z plejadą znakomitości aktorskich.

9 października 2018. Dzień spektaklu. Przed wyjściem jeszcze zaglądamy na stronę internetową teatru. Rzucamy okiem na recenzje. Są różne. Czytamy te pozytywne. Znakomity spektakl jednego z najlepszych europejskich reżyserów Litwina Eimuntasa  Nekrosiusa .Zaskakujące rozwiązania scenograficzne, niezwykły pomysł obsadzenia Danuty Stenki w podwójnej roli. Już widzimy oczyma wyobraźni coś niezwykłego, coś wyjątkowego, po prostu wydarzenie artystyczne. Ale nagle wzrok przyciąga internetowy zapis, że bilety na spektakl w dniu 9 października można nabyć po 45 zł!  Otwieramy stronę z widownią i co się okazuje. Na kolejne spektakle „Ślubu” widownia świeci pustkami. Trochę czujemy się nieswojo. Ktoś powie – nie żałujcie , dopłaciliście do kultury! …. Pewnie, że tak!

Wchodzimy na widownię ,na parterze  połowa miejsc pusta, balkon cały pusty. Albo Gombrowicz już nie działa na miłośników teatru albo coś jest nie tak z organizacją widowni. Chyba jedno i drugie. Może, gdyby teatr zdecydował o niższych cenach dużo wcześniej , widownia byłaby pełna , albo prawie pełna a aktorzy mieliby komfort grania dla znacznie większej liczby widzów. Teatr zarobiłby być może większe pieniądze!  

Czas trwania spektaklu 3.45 godziny!  Teraz taka tendencja? Krystian Lupa wystawił w Nowym Teatrze 7-godzinny „Proces” Kafki. Czyżby twórcy uważali, że im dłużej tym lepiej?! Z „Procesu” ludzie wychodzili przed zakończeniem , jest nadzieja, że „Ślub” nas zatrzyma do końca.

Zaczynamy. Na scenie Ojciec i Matka, siedzą na krzesłach a między nimi napis „czekamy”.  Cisza. Bezruch. Matka przynosi tabliczkę z napisem „otwarte”. Cisza, bezruch. Ojciec przynosi tabliczkę z napisem „zamknięte”. Cisza, bezruch. Pojawia się napis „wracam zaraz” , za jakąś chwilę kolejny „nigdy nie wrócę” i na koniec „ślisko”. Para podtrzymuje się , kto kogo , jak w starym małżeństwie, małżeństwie z przeszłością!

Dom, Karczma, może coś więcej. Coś co istnieje a może nie istnieje. Oto dylemat, który bohaterowie Gombrowicza rozgryzają w „Ślubie”. I płynie ze sceny tekst Gombrowicza w najobszerniejszym wydaniu. Galopada zdań, myśli a przy tym wielość kroków i min wszystkich postaci dramatu. Wielość kwestii wypowiadanych przez aktorów  powoduje, że widz nie zawsze  jest w stanie zatrzymać swoją uwagę na ważnym!  

 Ale znajdujemy sceny piękne! Oto Pijak, świetnie grany przez Grzegorza Małeckiego  , stojąc jak posąg na krawędzi sceny,  głosi słowa, które poruszają i każą widzowi pomyśleć.

 „Mądrzej Ci powiem, jakiej to religii jestem wraz z Tobą kapłanem. Między nami Bóg nasz się rodzi i z nas. I kościół nasz nie z nieba , ale z ziemi. Religia nasza nie z góry lecz z dołu. My sami Boga stwarzamy i stąd się poczyna  msza ludzko ludzka, oddolna i poufna, ciemna i ślepa, przyziemna i dzika, której ja jestem kapłanem”.

I niosą się te słowa po całym teatrze świdrują umysły widzów, wśród których wielu uświadomi sobie, że jednak ten Gombrowicz nie do końca się przeżył!

Pijak w sztuce Gombrowicza to ktoś kto symbolizuje bunt wobec hierarchicznego świata, Pijak, który błaznuje ale ze swoistą pewnością siebie prze do czegoś nowego.

Oto Matka. Nie, Mania. Nie, Matka…. po prostu Danuta Stenka raz jako matka i za chwilę jako Mania. W obu wcieleniach znakomita. Obrót na krześle i widzimy matkę, obrót w drugą stronę i widzimy Manię!  Aktorka tak całą sobą wczuwa się w obie, że sprawia wrażenie zatracenia się, kim jest w istocie! Ponoć przypadek sprawił, że Stenka zagrała obie postaci a wyszedł zaskakujący efekt!  Artyzm!

Teatr anonsując spektakl pyta gdzie w ruinie starych porządków znaleźć zaczątek nowych. A widz dodaje kolejne pytanie: kim jesteśmy, my społeczeństwo, skoro świat wokół jest błazenadą. Opowiedzmy to poprzez cytaty!

Henryk, który przechodzi ogromną metamorfozę od zagubionego chłopaka do bezwzględnego władcy rozważa wytwory ludzkiego działania. „Świętość, majestat, władza, moralność, wszystko to wytwarza się z ludzi jak alkohol z kartofli…”  

W przypływie szacunku dla innych z bólem wyrzuca z siebie „ nędzne są moje słowa ale one echem się odbijają od was i rosną waszą powagą , powagą nie tego co mówi ale tego co słucha” . Ale Henryk przede wszystkim głosi swoje życiowe credo: „Odrzucam wszelki ład, wszelką ideę , nie ufam żadnej abstrakcji, doktrynie, nie wierzę ani w Boga ani w rozum”.

Jest w „Ślubie” i osąd i poszukiwanie, jest i groteska i dramat, jest kuszenie i ugoda, jest rytuał śmierci i bal, jest Szekspir i Wyspiański i jest pojedynek za pojedynkiem.  Jest wczoraj i dziś!

Co sobie myśli widz, kiedy na scenie pojawiają dwie postacie- karykatury,  dla jednych rubaszni , dla innych przerażający  przedstawiciele władzy, Kanclerz i Szef Policji. Kanclerz melduje a Policjant niemym głosem powtarza „Panuje spokój, wszystkie elementy buntownicze aresztowano”. „Parlament został aresztowany…. Sąd Najwyższy, Sztab Generalny, władze publiczne…. wszystko siedzi!!!”  … „Spokój, spokojnie, wilgoć” !

Teatr postawił pytanie, gdzie w ruinach dawnych porządków znaleźć zaczątek nowych?

Czy na pewno mamy do czynienia z pogrzebem norm  i reguł starego świata?!  Każdy odpowie sobie sam.  Ale w tym wszystkim, zawsze najważniejszy jest człowiek. Więc jeszcze raz  oddajmy głos Henrykowi głównej postaci dramatu , który wśród natłoku myśli , głosi swoją chęć poznania człowieka:

 „dość już tych Bogów. Dajcie mi człowieka! Niech będzie taki jak ja. Mętny, niedojrzały, nieskończony, ciemny i niejasny. Abym z nim tańczył! Bawił się z nim! Z nim walczył. Przed nim udawał! Do niego się wdzięczył.  I jego gwałcił, w nim się kochał, na nim stwarzał się wciąż na nowo, nim rósł i tak rosnąć sam sobie dawał ślub w kościele ludzkim”. 

To rodzaj modlitwy czy apelu?!

 Być człowiekiem z jego zaletami i wadami , być zwyczajnym człowiekiem, czy to takie trudne! Wtedy i dziś! Być zwyczajnym człowiekiem!

Spektakl otworzył szyld z napisem „Czekamy”.  Na co czekamy? Na nowy porządek? Na nową władzę?  Na lepszą wizję świata, Polski, a może czekamy na szczęście?! Nasze szczęście!

Czy prawie 4-godzinny  spektakl Eimuntasa Nekrosiusa odpowiedział na pytanie: Na co czekamy?!

Jan Wieteska.  

 

 

Related posts