TEATRALNY PRZEBÓJ OD ROKU !!! ( „Garderobiany”).

„Miałem kiedyś przyjaciela, który mówił: Norman , nie obchodzi mnie to, że w pierwszym rzędzie siedzą tylko trzy osoby, albo, że widownia śmieje się nie wtedy, kiedy powinna i odwrotnie. Zawsze jest tam jeden człowiek, może tylko jeden, który na pewno doceni  i zrozumie. I dla niego gram”

IMG_20171129_104700

To kwestia wypowiedziana przez Normana, garderobianego, tytułowego bohatera sztuki Ronalda Harwooda.  „Garderobiany” grany  od  roku (premiera  10 grudnia 2016) na małej scenie Teatru Narodowego jest bez wątpienia szokującym przebojem teatralnym w Warszawie. Na spektakl walą tłumy, biletów nie ma już w pierwszym dniu sprzedaży, a  w dniu grania spektaklu przed teatrem stoi mnóstwo ludzi, bez biletów, czekając na cud.

Widz, który wchodzi na widownię jest zaskoczony surowością scenografii. Dominuje szary beton, pusty i trochę złowrogi, budzący dziwne, niepokojące uczucia. Jeszcze panie bileterki usadzają ostatnich widzów, jeszcze kilka młodych osób sadowi się na schodach i zaczynamy.

Pojawia się Janusz Gajos, sceniczny garderobiany, wiekowy ale z ubioru modniś. Warkoczyk, koszula w kratę, na nogach sztyblety. Energicznie przemierza scenę, zdecydowany i władczy. A zaraz potem wchodzi, niemal wtacza się, postać w potarganym płaszczu, stary, zmęczony człowiek,  widocznie schorowany. To Sir,  dyrektor teatru, podrzędnej trupy teatralnej. Ledwo się wlecze, pada. Jan Englert tworzy postać tracącego siły starca, ruchy i głos zanikają . Garderobiany nie dopuszcza myśli o odwołaniu spektaklu, stawia nieświadomego aktora powoli na nogi. Aż ten pyta: „Co my dzisiaj gramy, Norman?”. „Króla Leara, Sir. Króla Leara!”

IMG_20171129_104549

Obskurna garderoba, rozbite lustro, wisząca na haku siwa peruka, trwa charakteryzacja , będziemy grali, aż do kresu sił.  „227 raz gramy Króla Leara i zapomniałem jak się zaczyna” niemal żałośnie szepcze stary aktor. Ale garderobiany wie wszystko. Recytuje jak najlepszy sufler tekst sztuki, podpowiada, dodaje Sirowi odwagi, pociągając w międzyczasie z piersiówki. „Będzie dobrze”. Sir, stary aktor nie ma pewności czy podoła, czy spamięta swoje sceniczne kwestie ale jednocześnie tli się w nim cząstka prawdziwego faceta, żąda od młodej aktoreczki pokazania nóg, jakby te nogi były przepustką do kariery!

  Norman, dowcipny, czarujący, sprytny garderobiany  robi wszystko,  aby spektakl się odbył. Stara się przekonać  do tego pozostałych członków trupy.

Edyta Olszówka, sceniczna Madge,  asystentka teatralna, nie do końca przekonana,  przechodzi wzdłuż pierwszego rzędu widzów niemal ocierając się o nich,  a za nią snuje się intrygujący zapach drogich perfum!   To ona, Madge toczy wewnętrzny bój z Normanem o miejsce przy boku Sira. Dla nich dwojga Sir to wielka gwiazda, każde z nich uwielbia i kocha go na swój sposób.

Za kulisami trwa opowieść o ostatnim dniu życia aktora. Za kulisami negliż, chwile słabości, wstydu, twarze odarte z masek. Za kulisami bojaźń, strach przed kompromitacją, władcze chamstwo, niemal prostactwo. Trudna rozmowa Sira z Lady,   graną przez Beatę Ścibakównę, towarzyszką życia Sira , rozmowa o życiu właśnie i jego zawiłościach.  A zaraz potem, na scenie znów prawdziwy Król Lear. Mimo obaw, wychodzi i gra. Dynamiczny, zdobywczy, tytaniczny władca!

Oto widz widzi przemianę, aktorskie dzieło. Widz obserwuje Króla , który go przytłacza ogromem swojej władczej potęgi. Sir wraca do garderoby i opowiada o postaci Króla: : „I patrzyłem na Leara, każde wypowiedziane prze niego słowo było nowe, przed chwilą napisane. Nie wiedziałem co będzie dalej… i widziałem jakiegoś starca, który był mną”.

IMG_20171129_104400

Jak Jan Englert komentuje spektakl. W jednym z wywiadów czytamy: „Garderobiany jest o teatrze od kulis, ale od kulis duszy. Nie o teatralnym lustrze ale o człowieku, którego odbicie w nim widzimy” . 

Każda sztuka , każdy spektakl ma w sobie coś aktualnego. Tak jest i z „Garderobianym”.  Ronald Harwood umieszcza swoją sztukę, gdzieś w czasach wojny, gdzieś w latach 40-tych ale wszystko co się w spektaklu dzieje ma charakter współczesny.

Oto scena, przemówienie Króla Leara, czy Sira, czy może Jana Englerta, przemówienie do widzów. Zwrócony twarzą do widzów, oddechem niemal dotyka widownię i mówi: „Panie i Panowie, żyjemy w niebezpiecznych czasach. Cywilizacji naszej zagrażają moce ciemności i my, skromni aktorzy, dokładamy wszelkich sił, walcząc w tej bitwie jako rycerze słusznej sprawy.”

Przesłanie do publiczności?! Przesłanie do ludzi?!  Tak!  Chociaż to autentyczny tekst sztuki napisanej w roku 1981! W teatrze zawsze dzieje się coś ważnego!

Zacytujmy pewną myśl, znalezioną w czyichś , gdzieś zapisanych słowach, : „W teatrze możemy się śmiać, nawet gdy na zewnątrz dzieje się ludzka tragedia i płakać, kiedy nie dzieje się nic złego”.

Sir umiera. Przed śmiercią jednak czyta swoją dedykację. Dziękuje wszystkim współpracownikom, wszystkim oprócz garderobianego, swego najwierniejszego sługi! Zapomniał?!  Norman jest zawiedziony, rozżalony, kompletnie zaskoczony? Jego życiowy idol zadał mu nokautujący cios. Janusz Gajos pięknie wzrusza widza swoim bezgranicznym rozczarowaniem, na koniec!

Ufajmy ludziom, kochajmy bliźniego. Ale czy na pewno znany się na wskroś!

Mark Twain kiedyś powiedział: „Każdy człowiek jest jak księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu.”

Janusz Gajos i Jan Englert stworzyli znakomite kreacje. Włożyli w grane postacie swój osobisty charakter. Każdy na swój sposób zinterpretował zawiłości ludzkiej duszy i postępujący dalej i dalej człowieczy los. Spotkali się z widzami w roku 2017!

Starsze pokolenie pamięta  spektakl „Garderobianego”  z roku 1986. Spektakl wystawiony przez Teatr Powszechny Zygmunta Hubnera z dwoma wielkimi aktorami, Zbigniewem Zapasiewiczem       i Wojciechem Pszoniakiem. To było wielkie przedstawienie, teatr niczym twierdza oblężony przez tłumy ludzi. 

Nie odważymy się rozstrzygać o pierwszeństwie któregoś z tych spektakli  ale z pewnością tworzą one symboliczną klamrę  teatralnego reagowania na polską rzeczywistość!!

Jan Wieteska

Related posts