ŻYJEMY DLA POEZJI, PIĘKNA I MIŁOŚCI.

 

Parafrazując tytuł piosenki „Ach co to był za ślub” powiedzmy: „Ach co to był za spektakl”!

Letni wieczór, środa 8 lipca. Po czterech miesiącach pandemii, kulturalnego bezruchu decydujemy się iść do teatru! Codzienne meldunki o kolejnych zachorowaniach i przypadkach śmierci z powodu koronawirusa nie budzą już takiego strachu. Co robi siła przyzwyczajenia!

Och Teatr wznowił swoje przedstawienia. Tego wieczoru na deskach teatru „Stowarzyszenie umarłych poetów”. Dzieło znane miłośnikom literatury, kina i teatru. Przed teatrem spory tłumek. Wszyscy w obowiązkowych maskach. Obraz niemal jak z marszu Niepodległości, tyle, że tam dominował kolor czarny.

Widownia po obu stronach sceny. Uczestniczymy w swoistej lekcji w ekskluzywnej szkole angielskiej młodzieży. W tej szkole najważniejsze są: Tradycja, Honor, Dyscyplina i Perfekcja. Uczniowie odpytywani przez Pana Dyrektora recytują sztywne formułki. Obok dyrektora sroga postać ojca jednego z uczniów. Kontroler, nadzorca zachowań młodzieży. Szkoła ma ich wychować na zacnych obywateli według ustalonych, sztywnych zasad, żadnych odstępstw!

Ale oto zaczyna się lekcja literatury, może nawet bardziej poezji. Nauczyciel, sam wychowanek tej szkoły, przyszedł dokonać zmian: zmienić uczniów, zmienić ich rozumienie świata. Pan Keating , bo tak się nazywa nauczyciel, mówi do zaskoczonych, wręcz zdumionych uczniów: „ Nauczycie się smakować słowo, bez względu na to co jeszcze w życiu usłyszycie, pamiętajcie, że słowo i idea mają moc zdolną zmieniać świat”.

Czytamy w myślach sens tych słów. Tak , to prawda, moc słowa i moc idei. Ni stąd ni zowąd przychodzi skojarzenie. Cztery dni do wyborów prezydenta! Jaką moc mają wypowiadane w kampanii słowa a jaką moc mają idee , jeśli są? Czy na pewno idą w dobrą stronę?

Carpe Diem” mówi Keating. Chwytajcie dzień, uczyńcie wasze życie niezwykłym! To piękne, spróbujmy!

Co lekcja to nowe spojrzenie, nowe wskazówki. Pośród ciszy na scenie i ciszy na widowni dźwięczą słowa: „Nie czytamy poezji dlatego, że jest ładna. Czytamy ją bo należymy do gatunku ludzkiego a człowiek ma uczucia. Medycyna , prawo, finanse czy technika to wspaniałe dziedziny, ale żyjemy dla poezji, piękna, miłości…”

Rwijcie pąki swoich róż,

Póki jeszcze możecie,

Bo czas uleci, choć stary swym wiekiem kwiat,

Co dziś uśmiechem się ukłoni

Umrze jutro w waszej dłoni.

Zasłuchaliśmy się. Ktoś na widowni powtórzył, rwijcie pąki swoich róż…

Trwa sztuka a ty możesz dopisać swój wers. Pobrzmiewa łagodna muzyka, dzieje się romantycznie, nostalgicznie….i nagle ta muzyka, te dźwięki przywołują niedawno zasłyszaną we wszechwiedzącym You Tube, piękną pieśń Eleny Vaengi do muzyki naszego Chopina. Język rosyjski przepięknie układa się w miłosne wyznanie. A po polsku? Spróbujmy zapisać Elenę po polsku:

Chciałbym, żeby to ciągle był sen

i we śnie coś się ziściło,

Ja choruję Tobą, ja oddycham Tobą,

i to jest po prostu miłość”

Dopisaliśmy swój wers! Bo o miłości można wszędzie i zawsze. „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” nie może nie dotknąć miłości. Jeden z uczniów próbuje zdobyć dziewczynę. Nie idzie mu to najlepiej. I kiedy już traci nadzieję, rzuca, jak ostatnią deskę ratunku, słowa zapisane w strofach wiersza. Kładzie kartkę z wierszem, dołącza kwiatek i woła :„ Kocham Cię!”. Wychodzi ale zostaje nadzieja.

Stowarzyszenie umarłych poetów to związek do którego możesz dostać się tylko po śmierci. Za życia jesteś ciągłym kandydatem. Musisz udowodnić swoją przydatność, swoje prawo do bycia godnym członkiem Stowarzyszenia. Pokaż swoją niezależność , swoje myślenie, swój stosunek do świata, pokaż siebie jako człowieka odważnego, który potrafi mówić o tym o czym chce, który potrafi interpretować świat nie według utartych, skostniałych formułek ale według swoich, oryginalnych spostrzeżeń!

Artysta niezależnych myśli , wirtuoz wyobraźni, nauczyciel intrygant, wojownik, którego orężem jest słowo, wreszcie zwykły człowiek o niezwykłym sposobie bycia. Keatling! Postać sceniczna z takimi cechami. Wojciech Malajkat tak właśnie interpretuje postać Keatlinga. Rektor warszawskiej Akademii Teatralnej Wojciech Malajkat. Czy staje przed wielkim wyzwaniem grając ze swoimi niedawnymi studentami. Jest dla nich z pewnością autorytetem w Szkole, a w spektaklu? Tak, znakomita gra Malajkata powoduje, że uczniowie elitarnej szkoły są zapatrzeni w swojego nauczyciela jak w obrazek. Keatling w interpretacji Malajkata to postać niezwykła. Jak jasno i prosto odkrywa przed uczniami rzeczy do tej pory dla nich nieodkryte. Nie bójcie się myśleć!!!

Kiedy czytacie książkę, nie bierzcie pod uwagę tylko tego, co mówi autor, weźcie pod uwagę również to, co myślicie wy…” podkreślmy jeszcze raz za Keatlingiem, że nie tyle ważne jest co myśli autor, ważne jest to, co myślisz Ty.

Z a r y z y k u j c i e, postawcie stopę na ziemi niczyjej”. Tak właśnie namawia młodych kandydatów na przyszłe ważne osobistości do samodzielności.

Keating przeprowadza na uczniach swoiste eksperymenty. Prosi, aby pochodzili, pospacerowali. Zdziwieni chłopcy wykonują jego prośbę – polecenie. Chodzą, każdy po swojemu. Jeden jak kaczka, inny w podskokach, kolejny chodzi czyniąc śmieszne wygibasy. Aż w końcu, gdy koledzy zaczynają wybijać jednolity rytm, chodzący dostosowują się do niego. Po chwili chodzą w tym rytmie, chodzą jak im każą. Tak właśnie kończy się często niezależność! Keating wbija im to do głowy.

Innym razem jednemu z uczniów, najbardziej zatrwożonemu Andersonowi poleca, aby ten zaczął krzyczeć. Ten boi się, nie może wydobyć z siebie głosu. „Krzyczysz jak baba, krzycz na miłość boską, chłopcze…” Daje mu przykład, sam wrzeszczy, potężnie wrzeszczy zmuszając do krzyku młodziana. Wreszcie udaje się! Anderson po kilku próbach wrzeszczy z całych sił. Jednak potrafi! Krzyczy i jest wniebowzięty. Tak, może krzyczeć. Fantastycznie! Może nie jest to jeszcze krzyk z niesamowitego obrazu Muncha „Krzyk”, gdzie postać krzyczy krzykiem niepowtarzalnym, choć niemym to rozbrzmiewającym na cały świat . No ale obraz Muncha krzyczy za 1.200 tysięcy dolarów, więc to jest zrozumiałe. Ale krzyk Andersona jest jego oknem na świat. Koledzy cieszą się razem z nim. To było coś!

I chociaż ktoś mądry kiedyś powiedział, że „kiedy krzyczysz to wszyscy Cię usłyszą, a kiedy mówisz to wszyscy Cię zrozumieją” to tym razem jest nieco inaczej. Krzyk Andersona był w pełni zrozumiały. Tak! Akceptujemy to, widownia bije brawo. Ten krzyk dał mu przepustkę do mówienia, do otwartości.

I dzieje się tragedia. Apodyktyczny ojciec nie może znieść, że jego syn chce sam decydować o swoim życiu. Zakochany w poezji, chce być aktorem. Ale w tak konserwatywnej szkole, w tak purytańskiej szkole z twardo określonymi zasadami to niemożliwe. Syn niepogodzony z ojcem popełnia samobójstwo. Dramat, tragedia, „szalona śmierć”!

Widownia daje się unieść atmosferze spektaklu. Siedzimy oddzieleni od siebie wolnymi miejscami, chociaż… niektóre młode pary jednak łamią ten nakaz… no cóż, prawo młodych! Wszyscy zasłuchani, wpatrzeni, uśmiechnięci choć zamaskowani. Ukradkiem jednak widać, że nie wszyscy dają sobie radę z maskami. Ale oto , gdy padają ze sceny słowa „popatrzcie na tych, którzy chodzili do tej szkoły 60-70 lat temu, spójrzcie na ich twarze” aktorzy stają naprzeciw widzów i uważnie się w nich wpatrują. Być może wielu na widowni szybko przelicza ile to czasu minęło od ich szkolnych lat i z nagłym zastanowieniem konstatuje, że aż tyle.

A słowa ze sceny przywołują kolejną refleksję: „Ilu z nich udało się dokonać choć odrobinę z tego, do czego byli zdolni zanim zorientowali się, że jest już za późno…. Czy w pogoni za wszechwładnym bogiem sukcesu nie pogubili swoich chłopięcych marzeń…” Może już czas na swoisty rachunek sumienia. Każdy może dokonać swojego: obywatele, politycy, wrogowie i przyjaciele, szczęśliwcy i nieszczęśnicy…

Ale oto i finał. Władza musi się rozliczyć z tym, którego uznaje za winnego śmierci ucznia. Z tym, który zakłóca im dotychczasowy sposób funkcjonowania, nauczania, dotychczasowy sposób życia. Ten, który chce po nowemu musi ponieść karę. A uczniowie mają potwierdzić winę swojego nauczyciela! Pozostaniesz w naszej ekskluzywnej szkole, ale podpisz! Podpisz wyrok na swojego nauczyciela, na tego , który wpajał Ci, że najważniejsze jest Carpe Diem, czynienie swojego życia niezwykłym.

Jeśli powiesz jeszcze choć jedno słowo albo ktokolwiek z was, ten będzie usunięty ze szkoły” tak dyrektor ostrzega uczniów.

Piszemy ten tekst kilka dni po wyborach , więc dziwnie łatwo przychodzi proste skojarzenie słów wypowiedzianych przez ważnego dygnitarza ze słowami dyrektora: „Jeśli ktoś uważa, że warto być Polakiem to musi stać po stronie, która broni tradycyjnych wartości i chce przebudować naszą rzeczywistość”.

Albo zostajesz w szkole, albo z niej won!

Już podpisują, jeden, drugi, trzeci…. Ale nagle jest odważny. Ten , który był do tej pory najbardziej nieśmiały, skromny, zahukany. On mówi NIE. Buntuje się , za nim jego koledzy. Wchodzą kolejno na ławki, składając w ten sposób hołd swojemu nauczycielowi. „O kapitanie, mój kapitanie” jesteśmy z Tobą.

Czas wejść na ławki, by … tu dajmy cytat ostatni: „By nie odkryć, tuż przed śmiercią, że nie umieliśmy żyć.”

Jan Wieteska

Related posts